W satynach. Z pięknie ułożonymi włosami. W kapeluszach, toczkach, sukniach zwiewnych i poruszających wyobraźnię. W oparach tajemnicy. Z uśmiechem bardziej intrygującym niż Mona Liza. Omdlewające. Silnie po ziemi stąpające. Romantyczne. Dramatyczne. Pewne siebie.

Cudownie lśniące. Emanujące blaskiem niczym z Photoshopa. Naturalnie piękne kobiety lat międzywojennych. Cudowne aktorki lat 20.

Pasjans. Rozdanie na trzy.

Nie wygrywam. Raz za razem. Przypadkowe zwycięstwo jest błędem statystycznym.

Ważne karty umykają sprzed moich oczu. Niezuażone. Asa przerzucam zbyt szybko. Ginie w rozdaniu. W kolejnym przykrywają go dwie inne karty. Nie pasujące do tych na stole. Już go nie zdobędę. Muszę o nim zapomnieć.

Przerzucam trzy karty z rozdania. Leżące na stole wydają się nie istnieć. Nie potrafię skupić uwagi w obu miejscach. Chociaż wiem, że otrzymane na stole są bardzo ważne. Wązniejsze od tych z rozdania. Pasującą ósemkę trefl znajduję w rozdaniu. Mimo, że leży odkryta na czwartym stosie kart. Zapominam o parze damy z królem. Odkrywam niewłaściwe karty. Nie tego króla przenoszę w puste pole. Samotna dama pik czeka na swego waleta kier po drugiej stronie stołu.

Drugie tasowanie. Nagle karty zaczynają pasować. Jedna z drugą lądują razem w jednym kolorze. Wreszcie potrafię połączyć karty z rozdania i ptrzymane ze stołu.

Trzecie tasowanie. Odkrywam pominiętego w rozdaniu Asa. Ważne karty zaczynają być widoczne. Chociaż trochę późno. Ukończenie partii wydaje się bliskie.

Brakuje jednej karty.

Kończę na minusie.

Za dnia karmią nas tanią, niską, łatwą muzyką.
Po późnym zmroku z głośników płyną ambitne teksty, dźwięki.

Dlaczego nie mogę trwać w stanie rozkoszy przez cały dzień?
Dlaczego nie uświadczę starych, polskich, rockowych piosenek?
Dlaczego HEY, Chłopcy z Placu Broni, Perfect, Wilki, T.Love jest gorszym sortem niż z wszechstron dobijające się indie?
Dlaczego nie mogę popłynąć z Guns’n'Roses? Deep Purple?
Dlaczego Dezerter, KSU i Farben Lehre są zakazynymi w radio piosenkami?
Dlaczego Republika jest dostępna wyłącznie po głębokiej północy?

Wszechbyt prostych dźwięków nie ukształtuje muzycznego gustu młodych słuchaczy. Karmienie zmieloną i podaną dożylnie papką nie nauczy ich używać widelca i noża.

Tęsknie za świętej pamięci Rock Radiem. Kształtującym słuch mój. Gdzie podział się Marek Niedźwiecki serwujący najlepsze kąski muzyki ogólnoświatowej sprzed ery emo?

Domagam się zmian.

Wielu wykonwaców, którzy są mi bliscy zapewnie (na pewno!) pominęłam. Ale z pewnością nie chciałam

Niewiele zostało. 15 stron. Góra 20.
Wena i potencjał umysłowy już mi się wyczerpały.

Juwenalia stały się Licencjonowaną Lekcją Pisarstwa i Analityki.

Pisanie umila łańcuszek biedronek biegający dookoła strony. Dla umilenia lektury wyślę je MSG.

A miały być słonie, słońce i miłe 3 dni. Pf.

Bezsilność mnie ogarnia.
Bezradność po plecach poklepuje czule.

Sprzeczność pokazuje mi język,
Dumna z siebie.

Nadzieja puściła się
Z Hipokryzją.

Pląsają teraz po łące,
bawiąc się sobą.

A Apatia tuli mą dłoń.

Przez lat wiele przypisywałam sobie bycie kotem-samotnikiem. Po ostatnich trzech dniach, wiem że jednak potrzebuję tego stada baranów, z którym mogłabym iść. Może nie przez cały czas – to wbrew samej sobie. Ale co jakiś czas potrzebuję zapachu runa i odgłosu racic.

Tak w tej mojej weekendowej samotności głównym dźwiękowcem była jedna z telewizji muzycznych. Bardzo brakuje mi “Listy przebojów Marka Niedźwieckiego”. Normalnej muzyki. Nie żadnej sieczki. Dobrego, starego rocka.

Bananowe naleśniki nie wyszły. A mieszkanie nabiera kształtów.

Przybyłam. Zaliczyłam. Zwyciężyłam.

Czyli koniec sesji zimowej. Witamy w semestrze letnim.

Było już ślicznie. Absolutnie pięknie. A tu co?

powrót zimy!

Dokładnie w tej chwili za oknem panuje zamieć śnieżna. Nie widać bloku, który stoi 20 metrów dalej.

Ale wierzymy Mai Popielarskiej, że Zima sobie pójdzie wreszcie. Od początku tygodnia.

♥♥♥

Nadal siedzę po uszy w zimowym semestrze (może też i dlatego ta Zima nie chce sobie pójść?). Ostatnia i jedna poprawka się za mną wlecze. Koszmar.

Z chęcią już zajełabym się projektami na semestr letni. Albo licencjat wreszcie na poważnie mogłabym pisać.

♥♥♥

Jedna impreza. Druga. Parapetówka. Urodziny.

Aż dziwnie to brzmi, ale picie to zło wcielone. Dlatego bronić się przed nim nie będę ;)

♥♥♥

Cytatów kilka z Alma Mater – tylko dla wtajemniczonych ;)

Papierologia.

Grzyby i poziomki rosną w cieniu lasu.

Wolec to wykastrowany byk 6-miesięczny.

Alfa alfa. Czyli lucerna.

Pasożyty niskotowarowe.

 

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi 
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni 
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis 
Zapachniało, zajaśniało wiosna, ach to ty 
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty 

Marek Grechuta “Wiosna, ach to Ty”

Małymi kroczkami. Powolutko. Nieśmiało. Lecz wiedziona donośnym śpiewem ptaków, kluczami czapli i bocianów. Rozchylającymi swe płatki krokusami i  przebiśniegami. Przyszła. Wiosna.

Pomimoc prognoz zemsty Zimy, wraz z nieodłącznym Śniegiem, Wiosna juz jest. I mimo, że  jest bardzo nieśmiała, to pokazuje w Naturze na jak wiele Ją stać juz teraz.

Czekam niecierpliwie, aż pojawią się pierwsze kwiaty tulipanów, magnolii, pączki liści. Aż zazieleni się wokoło.

Nastrój absolutnie wiosenny. Wiosennie zielone oczy. Wiosenny buty i płaszcz.

Zimie mówię stanowcze nie i dowidzenia. 

Wiosna – cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna – znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna w koło, rozkwitły bzy.
Śpiewa skowronek nad nami,
Drzewa strzeliły pąkami,
Wszystko kwitnie w koło, i ja, i Ty.

Skaldowie “Wiosna”

Jednak najbardziej mój obecną psyche opowiada “Wiosna” Ani Dąbrowskiej. Dla chętnych.

Kobieta powinna czuć odrazę do siebie, dlatego, że jest kobietą.

Autor – jakiś starożytny mędrzec. Cytat nieprecyzyjny, ale sens właściwy. Zdanie wprowadzające do wykładu pod tytułem “Wiedźma”. Przychodząc na to spotaknie spodziewałam się czegoś wiedźmowatego, czarowniczego, magicznego. Zamiast tego poznałam obraz świata według kobiet, którym tak naprawdę potrzeba psychiatry, bo psycholog już niewiele pomoże. O kobietach, które w czasie, kiedy nie są z mężczyznami, tworzą zaklęty krąg. Krąg, który jest niepełny, gdy jednej z nich brak. O kobietach, które miały poczucie winy za grzech pierworodny. (“Wiedźmy” reż. Agnieszka Tkacz 2001)

Ostatnimi czasy mój stosunek do feminizmu robi się coraz bardziej szowinistyczny. Może dlatego, że w dzisiejszych czasach nie widzę aż takiej wielkiej potrzeby krzyku. Argument, że to mężczyźni stworzyli nam ten los, wydaje mi się mało przekonywujący. Sprawa porodów na znieczuleniu, prawa do in-vitro, czy po prostu godnego przedłużania gatunku dotyczy ministerstwa zdrowia. A co mam myśleć na temat kobiety, która nie pozwala na bezbolesny poród? Chyba jedynie, że jest mężczyzną.

Solidarność kobieca? Pff. To jakiś głupi żart. Nie istnieje takie zjawisko. Nie staramy się być piękne, zadbane, młode, idealnie wyglądające, z najmodniejszą torebką dla siebie, czy mężczyzn. Robimy to dla innych kobiet! Tak, tak. Chcemy by zobaczyły, że to my jesteśmy te piękniejsze, młodsze, modniejsze. “Szklany sufit”. “Lepka podłoga”. Kobiety samodzielnie siebie dyskryminują. Chętniej dadzą podwyżkę mężczyźnie. Ciężej jest im zrozumieć i zaakceptować ciążę podwładnej. Nie będzie pracować, a składki na nią płacić trzeba. I jeszcze zwolnić nie można! Toż to, skandal!

Miało być o wiedźmach. Nie było na dobrą sprawę nawet i o jędzach. Było feministycznie. Przeciwko dniu kobiet. A mężczyźni mają swoje dwa dni w roku. My tylko jeden.

Było muzycznie. Muzycznie dziwnie. Mass Kotki pokazały pazurki. Tekstu zbyt wiele zrozumieć nie można było. Elektropunk chyba mogę polubić. Mimo, że odebrałam wrażenie, jakoby panna na klawiszach była liderką grupy. Niespotykane zbyt często.

Rock and roll jest do dupy. Nie wiemy jak długo pociągniemy.

Tekst bosko rozwalający. I dający do myślenia nad pozycja kobiet w świecie muzyki.

Następna strona »