Liście sypią się z drzew. Czas powrotów. Studentów na uczelnie, oczywiście
Jeszcze tłoków w komunikacji nie ma – zaczną się jutro. Szanowny UAM powróci i zatłoczy nasze kochane miasto tysiącami żadnych wiedzy. Chociaż nawet bez nich jest ludnie, kiedy psuje się tramwaj tuż przed ważniejszym rondem
Nadal nie mieszkam na swoim. Ale może już niedługo. Oby jak najwcześniej. Co swoje to swoje.
Jestem debilem, ale to tylko jedna z wielu moich zalet. 3 błędy. O jeden, pieprzony, błąd za dużo. Już wolałabym oblać na tym (kiedyś) ukochanym manewrze. Trzeba być naprawdę debilem, żeby nie zaliczyć testu. Ale cóż… Bywa. Chociaż tak naprawdę nie czuję jakiś emocji w stosunku do tej sytuacji. Się stało i tyle. Trzeba zapłacić ponownie. Przeryć testy dokładnie. I zdać. I nie dać się na łuku. I w mieście. I przeklętym parkowaniu. I diabelnym poczwarom, jakimi są egzaminatorzy. I panie z okienka.
Chyba mam temat pracy licencjackiej.
“Zakazane piosenki” Strachów są mrrr… (bardzo elokwentne, wiem
) Jak to nazwałam – jest to mieszanka Pidżamy, Kultu i zespołów, których nie znam, ale dwie kochane istoty na pewno znają. Dojrzały i nienajeżony już punk. Tak wg mnie. Ale ja się nie znam, więc trzeba mi wybaczyć
No i singiel Comy, zapowiada bardzo ciekawą płytę
A lista koncertów październikowo-listopadowo-grudniowych jest długa i bogata. I znowu będę musiała dojechać do OdNowy. Ale Toruń mnie lubi. Chyba…
A Londyn był rewelacyjny!
Ale o tym może później. Dziś mi się już nie chce
P.S. Nadal nie boję się latania. Tak jak nigdy się go nie bałam. (dosłownie i wg teorii Eriki Jong) Chociaż start i lądowanie już nie wywołują takiego przyjemnego dreszczyku jak kiedyś (to już nie dotyczy teorii Jong xD)