W satynach. Z pięknie ułożonymi włosami. W kapeluszach, toczkach, sukniach zwiewnych i poruszających wyobraźnię. W oparach tajemnicy. Z uśmiechem bardziej intrygującym niż Mona Liza. Omdlewające. Silnie po ziemi stąpające. Romantyczne. Dramatyczne. Pewne siebie.
Cudownie lśniące. Emanujące blaskiem niczym z Photoshopa. Naturalnie piękne kobiety lat międzywojennych. Cudowne aktorki lat 20.
8 lipiec 2009 at 13:09
Kiedyś to były filmy. Kiedyś to był szyk. Teraz mamy “Wyznania zakupocholiczki”, “Nianię w Nowym Jorku” i inny chłam, który jest kreowany na następców tych przedwojennych dzieł. Ale na szczęście nie wszyscy się dają nabrać i wierzą, że to ta sama klasa filmu i aktorstwa. Bo aktorów podobnej klasy można na palcach zliczyć, reszta to nie aktorstwo, tylko aktorzenie.