muzycznie


Romantyczne spacery po zaczarowanym Sołaczu. Szelest różnobarwnych liści pod stopami. Ciepły, przyjemny wiatr. Słońce ostatnimi promieniami tulące policzki…. Moment! To nie ta jesień!

No właśnie, nie. Jest szaro, zimno, bardzo wietrznie, pochmurno, deszczowo i nieromantycznie mgliście. I jak tu się nie nabawić kataru?

Jakoś trzeba przetrwać tą pogodę. Tylko jak?

Może już myśląc o pieknej zimowych, absolutnie zaśnieżonych górach?
Albo o skombinowaniu 16 000zł na warsztaty fotograficzne w Japonii?
Albo o zwiedzaniu Krakowa grudniową porą?
Albo o ciepłych piaskach, tropikalnych wysp?
Albo po prostu szybko pakując się i jadąc do domu by w cieple kominka, siedzieć w wygodnym fotelu, popijać gorącą herbatę i oglądać House’a? :D

Na początek zrobiłam cynamownowe muffinki. Chociaż trochę poprawiają nastrój. Bo sytuacja za oknem jest absolutnie nie do przyjęcia. Bez złotej jesieni przechodzimy w pierwsze podrygi zimy. Tej naszej, polskiej zimy – z pluchą i bez śniegu.

Dwa stare, piękne utwory bonusowo – szkoda, że ostatni nie w całości

Za dnia karmią nas tanią, niską, łatwą muzyką.
Po późnym zmroku z głośników płyną ambitne teksty, dźwięki.

Dlaczego nie mogę trwać w stanie rozkoszy przez cały dzień?
Dlaczego nie uświadczę starych, polskich, rockowych piosenek?
Dlaczego HEY, Chłopcy z Placu Broni, Perfect, Wilki, T.Love jest gorszym sortem niż z wszechstron dobijające się indie?
Dlaczego nie mogę popłynąć z Guns’n'Roses? Deep Purple?
Dlaczego Dezerter, KSU i Farben Lehre są zakazynymi w radio piosenkami?
Dlaczego Republika jest dostępna wyłącznie po głębokiej północy?

Wszechbyt prostych dźwięków nie ukształtuje muzycznego gustu młodych słuchaczy. Karmienie zmieloną i podaną dożylnie papką nie nauczy ich używać widelca i noża.

Tęsknie za świętej pamięci Rock Radiem. Kształtującym słuch mój. Gdzie podział się Marek Niedźwiecki serwujący najlepsze kąski muzyki ogólnoświatowej sprzed ery emo?

Domagam się zmian.

Wielu wykonwaców, którzy są mi bliscy zapewnie (na pewno!) pominęłam. Ale z pewnością nie chciałam

Przez lat wiele przypisywałam sobie bycie kotem-samotnikiem. Po ostatnich trzech dniach, wiem że jednak potrzebuję tego stada baranów, z którym mogłabym iść. Może nie przez cały czas – to wbrew samej sobie. Ale co jakiś czas potrzebuję zapachu runa i odgłosu racic.

Tak w tej mojej weekendowej samotności głównym dźwiękowcem była jedna z telewizji muzycznych. Bardzo brakuje mi “Listy przebojów Marka Niedźwieckiego”. Normalnej muzyki. Nie żadnej sieczki. Dobrego, starego rocka.

Bananowe naleśniki nie wyszły. A mieszkanie nabiera kształtów.

 

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi 
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni 
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis 
Zapachniało, zajaśniało wiosna, ach to ty 
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty 

Marek Grechuta “Wiosna, ach to Ty”

Małymi kroczkami. Powolutko. Nieśmiało. Lecz wiedziona donośnym śpiewem ptaków, kluczami czapli i bocianów. Rozchylającymi swe płatki krokusami i  przebiśniegami. Przyszła. Wiosna.

Pomimoc prognoz zemsty Zimy, wraz z nieodłącznym Śniegiem, Wiosna juz jest. I mimo, że  jest bardzo nieśmiała, to pokazuje w Naturze na jak wiele Ją stać juz teraz.

Czekam niecierpliwie, aż pojawią się pierwsze kwiaty tulipanów, magnolii, pączki liści. Aż zazieleni się wokoło.

Nastrój absolutnie wiosenny. Wiosennie zielone oczy. Wiosenny buty i płaszcz.

Zimie mówię stanowcze nie i dowidzenia. 

Wiosna – cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna – znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna w koło, rozkwitły bzy.
Śpiewa skowronek nad nami,
Drzewa strzeliły pąkami,
Wszystko kwitnie w koło, i ja, i Ty.

Skaldowie “Wiosna”

Jednak najbardziej mój obecną psyche opowiada “Wiosna” Ani Dąbrowskiej. Dla chętnych.

Kobieta powinna czuć odrazę do siebie, dlatego, że jest kobietą.

Autor – jakiś starożytny mędrzec. Cytat nieprecyzyjny, ale sens właściwy. Zdanie wprowadzające do wykładu pod tytułem “Wiedźma”. Przychodząc na to spotaknie spodziewałam się czegoś wiedźmowatego, czarowniczego, magicznego. Zamiast tego poznałam obraz świata według kobiet, którym tak naprawdę potrzeba psychiatry, bo psycholog już niewiele pomoże. O kobietach, które w czasie, kiedy nie są z mężczyznami, tworzą zaklęty krąg. Krąg, który jest niepełny, gdy jednej z nich brak. O kobietach, które miały poczucie winy za grzech pierworodny. (“Wiedźmy” reż. Agnieszka Tkacz 2001)

Ostatnimi czasy mój stosunek do feminizmu robi się coraz bardziej szowinistyczny. Może dlatego, że w dzisiejszych czasach nie widzę aż takiej wielkiej potrzeby krzyku. Argument, że to mężczyźni stworzyli nam ten los, wydaje mi się mało przekonywujący. Sprawa porodów na znieczuleniu, prawa do in-vitro, czy po prostu godnego przedłużania gatunku dotyczy ministerstwa zdrowia. A co mam myśleć na temat kobiety, która nie pozwala na bezbolesny poród? Chyba jedynie, że jest mężczyzną.

Solidarność kobieca? Pff. To jakiś głupi żart. Nie istnieje takie zjawisko. Nie staramy się być piękne, zadbane, młode, idealnie wyglądające, z najmodniejszą torebką dla siebie, czy mężczyzn. Robimy to dla innych kobiet! Tak, tak. Chcemy by zobaczyły, że to my jesteśmy te piękniejsze, młodsze, modniejsze. “Szklany sufit”. “Lepka podłoga”. Kobiety samodzielnie siebie dyskryminują. Chętniej dadzą podwyżkę mężczyźnie. Ciężej jest im zrozumieć i zaakceptować ciążę podwładnej. Nie będzie pracować, a składki na nią płacić trzeba. I jeszcze zwolnić nie można! Toż to, skandal!

Miało być o wiedźmach. Nie było na dobrą sprawę nawet i o jędzach. Było feministycznie. Przeciwko dniu kobiet. A mężczyźni mają swoje dwa dni w roku. My tylko jeden.

Było muzycznie. Muzycznie dziwnie. Mass Kotki pokazały pazurki. Tekstu zbyt wiele zrozumieć nie można było. Elektropunk chyba mogę polubić. Mimo, że odebrałam wrażenie, jakoby panna na klawiszach była liderką grupy. Niespotykane zbyt często.

Rock and roll jest do dupy. Nie wiemy jak długo pociągniemy.

Tekst bosko rozwalający. I dający do myślenia nad pozycja kobiet w świecie muzyki.

Liście sypią się z drzew. Czas powrotów. Studentów na uczelnie, oczywiście ;) Jeszcze tłoków w komunikacji nie ma – zaczną się jutro. Szanowny UAM powróci i zatłoczy nasze kochane miasto tysiącami żadnych wiedzy. Chociaż nawet bez nich jest ludnie, kiedy psuje się tramwaj tuż przed ważniejszym rondem ;)

Nadal nie mieszkam na swoim. Ale może już niedługo. Oby jak najwcześniej. Co swoje to swoje.

Jestem debilem, ale to tylko jedna z wielu moich zalet. 3 błędy. O jeden, pieprzony, błąd za dużo. Już wolałabym oblać na tym (kiedyś) ukochanym manewrze. Trzeba być naprawdę debilem, żeby nie zaliczyć testu. Ale cóż… Bywa. Chociaż tak naprawdę nie czuję jakiś emocji w stosunku do tej sytuacji. Się stało i tyle. Trzeba zapłacić ponownie. Przeryć testy dokładnie. I zdać. I nie dać się na łuku. I w mieście. I przeklętym parkowaniu. I diabelnym poczwarom, jakimi są egzaminatorzy. I panie z okienka.

Chyba mam temat pracy licencjackiej.

“Zakazane piosenki” Strachów są mrrr… (bardzo elokwentne, wiem ;) ) Jak to nazwałam – jest to mieszanka Pidżamy, Kultu i zespołów, których nie znam, ale dwie kochane istoty na pewno znają. Dojrzały i nienajeżony już punk. Tak wg mnie. Ale ja się nie znam, więc trzeba mi wybaczyć ;)

No i singiel Comy, zapowiada bardzo ciekawą płytę :D

A lista koncertów październikowo-listopadowo-grudniowych jest długa i bogata. I znowu będę musiała dojechać do OdNowy. Ale Toruń mnie lubi. Chyba…

A Londyn był rewelacyjny! :D Ale o tym może później. Dziś mi się już nie chce ;)

P.S. Nadal nie boję się latania. Tak jak nigdy się go nie bałam. (dosłownie i wg teorii Eriki Jong) Chociaż start i lądowanie już nie wywołują takiego przyjemnego dreszczyku jak kiedyś (to już nie dotyczy teorii Jong xD)

Listopad. Zimne dziady – listopady. Zimno, pochmurno, szaro, nijako.

“Całą noc nie mogłem spać,
Amfetamina ma gorzki smak.”

Z głośników pieści moje uszy jego hipnotyzujący głos.

Cichy, delikatny.

Głośny, donośny, krzykliwy, szorstki jak męski policzek podczas wspólnego poranku.

I za każdym razem pragnę dowiedzieć się, czy ona naprawdę jest gorzka…

“Mała, Ty wiesz, dławi mnie tlen.”

Jestem niezwykle czuła na owo określenie. Staje się taka… mała. Młoda. Jakbym ponownie miała to 16 lat. Przecież je mam!

Wewnętrznie.

“Znalazłem wielu co drogę pokazali.

Przez całe życie na najwyższej pędzą fali.

Pochmurne niebo im na głowy się nie zwali.”

Pędzić przez uliczki. Idąc przez miasto mam ochotę biec. Po prostu – przed siebie. Nie oglądając się wstecz. Wsłuchując się w odgłos stuku glanów, pobrzękiwania zamków, czuć torbę odbijającą się o moje uda.

Mknąć przez spłowiałe liście.

“Czemu mnie zostawił? Czemu się oddalił?”

Tak czasem… Czasami… Bo ja nie chcę już wierzyć. Boga nie ma. Bóg umarł z tamtą spowiedzią.

“Musiałem znowu się schlać”

…bułgarskim winem drugiego gatunku. Ani to był Melnik13, ani Kadarka.

“Listopad włazi do miast”

Do serc. Pod kołdry. W sny. Pod płaszcze. Do głów.

“Tak mi przykro chciałbym jeszcze raz.”

…i raz. i jeszcze. i jeszcze.

inspired by COMA “Listopad”